Świat nie jest taki zły…

Tę książkę dobrze pamiętam z lat dziecięctwa: przyszła do mnie zaraz po entuzjastycznej lekturze serii o Mikołajku, wydana w tym samym formacie, 

z rysunkami tego samego ilustratora, Jeana-Jacquesa Sempé. Pierwsza myśl więc: Katarzynka musi być Mikołajkiem właśnie w spódnicy. Już wtedy lektura pierwszych stron zburzyła to przekonanie. Dziś, czytając opowieść autorstwa noblisty, Patricka Modiano, jeszcze głębiej widzę, że to książki różne jak ogień i woda. 


I mocno się zastanawiam: to książka dla dorosłych czy dla dzieci? Przecież jako dziecko bardzo ją lubiłam – ale czy rozumiałam? Dopiero dziś dostrzegam ukryte w narracji pokłady tajemniczości, celowe niejasności, pytania bez odpowiedzi. Okazuje się więc Katarzynka opowieścią ponadczasową, dorastającą ze swoim czytelnikiem. Wracając do niej, odkrywamy zupełnie nowe treści, to nie jest spotkanie zasadzone na sentymentach li i jedynie.

Fabułę opowiastki tworzy retrospekcja Katarzyny Certitude, starszej mieszkanki Nowego Jorku, wspominającej paryskie dzieciństwo. Spędzone, co trzeba zaznaczyć, pod opieką taty, bo mama jest tu obecna tylko w formie epistolarnej: wyjechała do swojej ojczyzny, Stanów Zjednoczonych. I śle stamtąd co prawda regularnie listy do córki i męża, jednak to właśnie ojciec prowadzi dziewczynkę przez życie, jest jej opiekunem, ale i przyjacielem. We wspomnieniach dorosłej Katarzyny dominują, jak to zwykle bywa, przebłyski, motywy przewodnie: lekcje baletu, oglądanie zamglonego świata po zdjęciu okularów, tajemnicza praca ojca w zakurzonym magazynie. Ma więc Katarzynka swoje „magdalenki”, które otwierają drzwi do przeszłości, tym mocniej tkwiące w głowie, że symbolizujące zjawiska właściwie po dziś dzień niewyjaśnione, niedomknięte. Jest w tej historii bowiem wiele niedopowiedzeń, koncentrujących się głównie na osobie właśnie ojca – kim właściwie był? Kim byli otaczający go ludzie? Skąd i dokąd jechały przybywające pod magazyn ciężarówki? Tego dorosła Katarzyna pewnie nigdy się nie dowie – w tym zresztą chyba urok postaci jej taty: człowieka o nieco romantycznym usposobieniu, wrzuconego w brzydką i nudną pragmatykę życia, miłującego sztukę i piękno, wrażliwego, a jednak…”kombinatora”. To bohater niespójny, dlatego pewnie tak urzekający. Przede wszystkim jednak urok opowieści tkwi w bliskości córki i ojca: są do siebie niezmiernie przywiązani, są też do siebie bardzo podobni: tak samo widzą i odczuwają, czego urokliwą metaforą jest chwila, gdy oboje zdejmują okulary, by odciąć się od realności, od tego, co tu i teraz, i po raz kolejny dojść do przekonania, że „świat nie jest taki zły”…

FiKa poleca Wam tę przepiękną, liryczną opowieść o sile pamięci, ale też o sile miłości: mówi się tu o niej prosto, a pięknie. Katarzynka nie bawi jak Mikołajek

ale zdecydowanie wzrusza i zostaje z czytelnikiem na długo…

Dodano do koszyka.
0 produktów - 0,00