RetroLektury: Szaleństwa panny Ewy

Anielskie serce, nieco diaboliczne wybryki, temperament i poczucie humoru – tym wszystkim dysponuje Ewa Tyszowska, znana również w niektórych kręgach jako np. „posępna kreatura”, „drogi małpiszon” czy „zbrodnicza dusza”…Urocza w swojej staromodnej utopijności opowieść Kornela Makuszyńskiego o przygodach szalonego podlotka to prawdziwy plaster miodu na serce współczesnego człowieka 

– małego i dużego.


Szesnastoletnia Ewa Tyszowska jest w Warszawie zupełnie sama – ojciec, słynny naukowiec, wyjeżdża na rok do Chin, mama zmarła dużo wcześniej. Zostaje więc Ewa oddana pod opiekę sąsiadom – od których to sąsiadów prędziutko ucieka (a jakże, oknem!), nie wytrzymuje bowiem grobowej atmosfery panującej w domu Szymbartów. Potem przyrost poziomu szaleństwa jest już stały: w czasie ucieczki wpada Ewa na młodego malarza, Jerzego Zawidzkiego, który po kilku minutach rozmowy zabiera ją do domu, przedstawia matce i proponuje, by teraz to oni zaopiekowali się dziewczęciem – ot, typowy kaprys nonszalanckiego artysty:). I rzeczywiście, już po chwili Ewa jest członkiem rodziny Zawidzkich i ratuje ich z opresji finansowej, łagodząc gniew demonicznego pana Mudrowicza, któremu są winni pieniądze. Samego zresztą pana Mudrowicza, owianego legendami o charakterze wielce niepochlebnym, Ewa takoż ratuje – i to w sposób wysoce nieskomplikowany: po prostu będąc dla niego miłą, rozmawiając, traktując nieomal jak dobrotliwego wujaszka. Takie bowiem są – prawdopodobnie zupełnie nieintencjonalne – metody działania szalonego podlotka: Ewa jest najzwyczajniej w świecie życzliwa, dostrzega w bliźnim drugiego człowieka. A że przy tym jest obdarzona wielką intuicją i nie mniejszą porcją altruizmu – nic dziwnego, że udaje jej się czynić wokół siebie mnóstwo dobrego: od „nawrócenia” pana Mudrowicza poczynając, na uwieńczonych sukcesem swatach kończąc…

Najserdeczniej polecamy Wam tę książkę: wspiął się w niej Makuszyński na szczyty językowego komizmu. Napisał powieść, przy lekturze której uśmiechnąć się musi największy nawet gbur – operując przy tym tak finezyjnie barokową składnią i szaleńczym potokiem doskonałego słownictwa, że jeśli jakimś trafem gbur ów jest językoznawcą – uśmiechnie się co najmniej dwa razy:-).


Dodano do koszyka.
0 produktów - 0,00