Piekło to miejsce na ziemi…

Dziś o literaturze wybitnie niedziecięcej – bowiem Åke Edwardson i Arne Dahl to twórcy kryminałów obfitujących w ludzkie dramaty, okrutnych, przesyconych atmosferą strachu jak z sennych koszmarów. Obaj – wciąż na piedestale jako czołowi szwedzcy przedstawiciele gatunku. O ile jednak Dahl nieustannie rozwija się jako pisarz i ma – moim zdaniem – szansę długo się na tymże piedestale utrzymać, o tyle Edwardson zdaje się powoli połykać własny ogon…


Łączy ich wiele – Szwecja, jej stanowiące genezę większości przestępstw problemy społeczne, przede wszystkim zaś – sposób pisania. Książki Dahla i Edwardsona wyróżniają się w swoim gatunku specyficzną podbudową, opartą na erudycji: prócz – wiadomo – dominującego wątku kryminalnego, pojawia się w nich całe morze odniesień do świata szeroko pojętej kultury. Główni bohaterowie są policjantami-erudytami. Wallander, prototyp szwedzkiego gliny z problemami, słuchał co prawda muzyki operowej, jednak w porównaniu z takim Erikiem Winterem u Edwardsona jest po prostu ciemnym typkiem z prowincji. Winter bowiem jest melomanem, smakoszem whisky, na wyrywki zna klasykę literatury. A nade wszystko jest Winter policjantem-filozofem, obserwatorem świata, ba! jego monologi wewnętrzne ocierają się wręcz o granice poezji. 

Nie inaczej sprawy się mają z Drużyną A – głównym zbiorowym bohaterem serii Dahla. Nie są może aż tak snobistyczni jak Winter (spadkobierca „starych pieniędzy”), ale ich wyższość intelektualna nad szarym posterunkowym (tudzież własnymi przełożonymi) jest niezaprzeczalna.

Historie opowiadane przez obu pisarzy owszem, różnią się, osadzone są jednak w jednej rzeczywistości: wściekłość, niezgoda na istniejący porządek rzeczy, frustracja rodząca nieludzką brutalność, żądza, chciwość, cierpienie – wszystkie te czynniki splatają się, tworząc koszmarną całość. A oni – policjanci – dzięki swojej inteligencji i intuicji jak po nitce do kłębka zmierzają ku rozwiązaniu zagadki.

Paradoks: zaczęłam czytać serię Edwardsona z zapartym tchem, w szaleńczym tempie. Książki Dahla na początku mnie odrzucały: przeczytane, nie do końca „przyswojone”, trochę uwierały, jak malutki kamyczek w bucie. Z czasem sytuacja uległa dużej zmianie: ostatnią, dwunastą część cyklu o Winterze przeczytałam parę dni temu z dużym bólem serca, zaś najnowsze Wstrząsy wtórne Dahla wciągnęły mnie bez reszty, jak i kilka poprzednich jego książek. 

Wydaje się, że Edwardson – a co za tym, niestety, idzie, również Winter – ugrzązł na fabularno-narracyjnej mieliźnie. Intrygi kryminalne są nudne jak flaki z olejem, rozwiązania tychże – przewidywalne, zaś sam Winter robi się po prostu nieznośny w swoim snobizmie, dziwacznie połączonym z poczuciem zagubienia w rzeczywistości. Za dużo pije – no doprawdy, panie Edwardson, toż to absolutna nowinka w konstruowaniu postaci policjanta!

W książkach Dahla widać piekielną chęć rozwijania się – jego kryminały buzują napięciem, skrząc się przy tym dowcipem, którego już dawno zabrakło u Edwardsona. Można by przypadek tego ostatniego porównać do losów Lisy Marklund – również jej twórczość zdaje się tracić impet, rozwiązania fabularne stają się po prostu „powtórką z rozrywki”…

Rzecz jasna, że sięgnę po trzynasty tom serii o Winterze – nadzieja umiera ostatnia. Może to będzie na przekór wszystkiemu szczęśliwa trzynastka. Natomiast twórczość Dahla z ręką na sercu polecam wszystkim fanom inteligentnych kryminałów – z każdą kolejną odsłoną jest lepiej. Strach pomyśleć, co będzie dalej…

Dodano do koszyka.
0 produktów - 0,00