Ostatni sprawiedliwy (niestety, znowu…)

Iluż to już tych ostatnich sprawiedliwych było…I jakoś żaden jednak ostatni nie jest, bo co i rusz zza filmowo-literackiego węgła wychyla się kolejny. I kolejny…Rozumiem oczywiście, że ten archetypiczny bohater, mniej lub bardziej samotnie rozprawiający się ze złem i zgnilizną moralną, jest nam potrzebny zawsze i wszędzie. Niestety – sposób wykorzystania tego motywu przez Jo Nesbo w jego najnowszej powieści Syn jest a) rozczarowujący, b) przewidywalny, c) po prostu nudny. Gdzież jest Harry Hole, chciałoby się zakrzyknąć. Chciałoby się, gdyby nie to, że ostatnia część cyklu z Harrym, Policja, też nie wbija w fotel…


Tytułowy Syn od dwunastu lat tkwi w pilnie strzeżonym więzieniu. Jest narkomanem, ale jego charyzma (o której wszyscy mówią, owszem, jednakowoż nawet po przeczytaniu ostatniego zdania powieści nie mam pewności, gdzie i kiedy się ona ujawniła) zapewnia mu status uzdrowiciela, spowiednika, znawcy ludzkich dusz. Synem jest nie bez kozery – jego ojciec, znany norweski policjant, został przed laty uznany za największego kreta, współpracującego z legendarnym bossem podziemia, Bliźniakiem. I nagle jeden ze współwięźniów postanawia wyjawić Sonnemu prawdę – ojciec był wspaniałym facetem, a całe to odium to tylko podłe plotki. Ach, cóż może zrobić z człowiekiem widmo śmiertelnej choroby…wiadomo, w trymiga leci się do sąsiedniej celi uświadamiać nieoświeconych i jednocześnie ulżyć swemu sumieniu…Tak czy owak, Syn z minuty na minutę zrywa z wieloletnim nałogiem i pełen werwy ucieka z więzienia, by pomścić ojca.

Potem trup ściele się gęsto: Sonny musi przecież odbyć stosowną krucjatę, uwzględniając w niej każdego, kto w jakikolwiek sposób był zamieszany w brudne sprawki dotyczące jego rodziciela. Zabija więc pewien procent populacji Oslo, my – czytelnicy – doskonale wiemy, że to on zabija, emocji jest więc multum. A do tego uroczy element komiczny: Sonny dwanaście lat przeżył za kratami, nie wie więc, jak korzystać z internetu i używa discmana…Prawda, że zabawne? Żeby było jeszcze bardziej przewidywalnie, pojawia się wątek miłosny – w końcu któż nie zakochałby się w takim męskim, pałającym żądzą czynienia sprawiedliwości facecie? Normalka. Szczególnie, jeśli w prezencie dostaje się zrabowane podczas morderstwa kolczyki z perłami…

Przyznaję, jestem cokolwiek przerażona tym, co piszę. Jo Nesbo to mój osobisty kryminalny top, chyba nigdy nie zapomnę uniesienia przy czytaniu np. Pierwszego śniegu. Ale skoro ma być sprawiedliwie…Syn to książka słabiutka, przetwarzająca (bynajmniej nie w twórczy sposób) wszystkie ograne wzorce powieści kryminalnej, szczególnie policyjnej. Bohaterowie – papierowi do bólu, tych złych rozpoznajemy w pół sekundy; dobrzy zaś są nudni jak flaki z olejem. Zresztą źli też są nudni i cały czas zastanawiamy się, jak ktoś rozsądny może się ich w ogóle bać…Dialogi – sztuczne, sztampowe. Przede wszystkim jednak, co już absolutnie kłóci się z dotychczasowym sposobem budowania narracji przez Nesbo, patos…Niektóre fragmenty można by swobodnie wstawić do powieści Camilli Lackberg, inne, niestety, pachną nawet odrobinkę Danielle Steel…Jednym słowem – fanom pisarza zdecydowanie radzę omijać Syna szerokim łukiem. I liczyć na to, że się Nesbo nawróci…

A jeśli chcecie posłuchać fragmentów powieści norweskiego pisarza i porozmawiać o jego twórczości, FiKa zaprasza 7 sierpnia o godz. 18:00 na Wieczór z kryminałem, 

poświęcony właśnie Nesbo. 

Będzie okazja wymienić myśli…i może ktoś przekona mnie do Syna…?

Zapraszamy!

Dodano do koszyka.
0 produktów - 0,00