Dom w oparach absurdu

O domu można pisać wielorako: lirycznie, nostalgicznie, patetycznie, rzeczowo…A można też pisać i rysować jak Delphine Durand: absurdalnie, groteskowo, na pierwszy rzut oka – bez ładu i składu, na drugi – rozbrajająco, na trzeci – wciągająco. Książka wydawnictwa Entliczek Mój dom to erupcja absurdu właśnie w najczystszej postaci – poruszamy się po tym szalonym świecie wraz z jego dziwacznymi mieszkańcami, poznajemy ich nie mniej dziwaczne perypetie, nie wierzymy własnym oczom i śmiejemy się do rozpuku!


I znów sprawdza się stare dobre porzekadło „Nie oceniaj książki po okładce” – w tym wypadku zupełnie stonowanej i niezapowiadającej szaleńczej przygody, jaka czeka nas na kolejnych stronicach. Bo kogóż w tym domu nie ma! Właściwie łatwiej będzie wymienić, kto jest…Jest więc na przykład Potarganiec (opis specyfiki bohatera chyba niepotrzebny, prawda?), jest zagubiony kot pana Bławatka, jest też sam intensywnie poszukujący tegoż pan Bławatek, jest pan Kompletnie Niezadowolony (notorycznie ignorowany przez wszystkich mieszkaniec monstrualnego wiadra). Są („zajmujący się naprawdę strasznymi głupotami”) Patrynio i Marunio, są wreszcie Glucie – zupełnie nowy gatunek (wśród Gluciów: Supergluć, „spuszczający manto niegodziwom”). To właśnie cecha charakterystyczna tej książki – aż chce się cytować – opisy bowiem poszczególnych mieszkańców i ich zachowań stworzone zostały z taką dawką purnonsensowego komizmu, że wszelkie próby ich słownej trawestacji spalić muszą na panewce: wszak nie udoskonala się ideału.

Dialogi bohaterów, zamieszkujących poszczególne pomieszczenia – a jest tu miejsce nawet na próżnię, bezkres i antymaterię – pozbawione są może żelaznej logiki, za to bawią do łez. Książka stanowi więc nie lada gratkę dla miłośników tak Tuwima i Słonimskiego, jak Latającego Cyrku Monty Pythona. 

Czy jest to więc książka dla dorosłych?, zapytacie. A i owszem. Dla dorosłych jak najbardziej. Niemniej jednak Mój dom zafascynuje też maluchy, zawsze skłonne wpatrywać się w detale ilustracji, odkrywać w nich ciągle nowe jakości i możliwości. Książka doskonale się do wykonywania tychże czynności nadaje – można ją co i rusz czytać i oglądać na nowo, można wertować całość, można skupiać się na poszczególnych rysunkach. Bo czegóż nie można móc w takim niezwykłym domu! Tym bardziej, że nic tak nie pobudza wyobraźni jak szuflady z „pomysłami, których jeszcze nie ma” czy „wszystkimi snami, których się nie pamięta” – a wiemy, że tych ostatnich nie sposób policzyć!

FiKa najserdeczniej poleca – jesień przyszła, wieczory coraz dłuższe i bardziej ponure – niech je więc wysokie stężenie absurdalnego poczucia humoru nam wszystkim umila!

Zapraszamy!

Dodano do koszyka.
0 produktów - 0,00